Tytuł : 32.Nic już nie będzie jak dawniej...

Data : niedziela, 11 grudnia 2005

Godziena : 17:16:59

Od autorki: Jeśli chcecie być powiadamiani o notkach, to proszę was... podawajcie mi swoje gg, albo sami do mnie napiszcie, mój numer macie w menu, ale podam jeszcze tutaj: 647599. To mi bardzo ułatwi powiadamianie was o newsach ;] A tych co skomentowali ostatnią notkę, będę powiadamiać sporadycznie, kiedy będę miała na prawdę duuuużo czasu... ale to wasz wybór ;>

Komentarze : komentarze [37]


No i nadszedł ten dzień i w końcu dodałam notkę, na którą czekaliście. Od razu zapowiadam, że w najbliższym czasie nie będzie następnej ponieważ muszę się zająć moim drugim blogiem: www.hermione-riddle.mylog.pl ktory ostatnio zaniedbalam.
Zapraszam wszystkich na blogi moich kumpelek, które bardzo polecam do poczytania:
- www.harry-szkola-milosc.mylog.pl
- www.trud-milosci.blog.pl
- www.hermione-and-love.mylog.pl
- www.diane-malfoy.mylog.pl
- www.agulka-gumis.mylog.pl
To narazie wszystko z ogłoszeń parafialnych ;]

P.S. Zapomniałam wam przedstawić jak wyszła ostatnia sąda. No i jak mogłam się tego spodziewać od początku nie poszła po mojej myśli ;P

Co myślicie o Hermionie jako śmierciożerczyni?
- Super! Jakaś nowość! 84
- Niezły pomysł 30
- Coś mi się to nie widzi 92
- Ty chyba na głowę upadłaś! 144

No i większa część uważa, że na głowę upadłam, no ale cóż... może coś w tym jest z prawdy, ale to raczej od dawna, w sumie od kąd pamiętam ;P

=============================

~~::Nic już nie będzie jak dawniej...:~~



Prawie koniec roku szkolnego. Jeszcze tylko te cholerne 2 tygodnie, a nikt by się nie dowiedział. Przynajmniej na razie. Bo co by miała zrobić, gdyby zaprosili ją na Grimmauld Place, albo co gorsza do Nory, domu państwa Weasley’ów, ostatnich ludzi, których chciałaby zawieść.
- Czemu to zrobiłaś? – Parvati zadała to pytanie po raz kolejny.
- A jak myślisz? – Hermiona odpowiedziała z rozpaczą w głosie.
Dziewczyna uparcie wpatrywała się w swoje paznokcie, jakby w ich połyskujących płytkach mogła dostrzec odpowiedź na to pytanie i na wszystkie pytania, które jej zadają.
- Mam swoje domysły, ale chcę to usłyszeć od ciebie – Pat nie dawała za wygraną.
- Impuls. Chwila zapomnienia. A potem już nie miałam odwagi powiedzieć, że jednak tego nie zrobię... – po twarzy gryfonki stoczyła się kryształowa łza, a za nią podążyły kolejne.
- Nie miałaś odwagi powiedzieć „nie”, ale miałaś, żeby powiedzieć „tak”? – zdziwiła się.
Rzeczywiście, czy to nie dziwne, że czasem mamy więcej odwagi, żeby się na coś zgodzić, wypowiedzieć to, a potem nie ma się odwagi to odwołać. To jest strach przed czym? Przed reakcją otoczenia? Przecież gdyby powiedziała: „Jednak nie chcę tego”, teraz nie musiałaby się teraz tłumaczyć przed przyjaciółką i bać się co będzie jutro i czy przypadkiem kolejna osoba tego nie odkryje. Ale ośmieszyłaby się w oczach Draco, jedynej osoby, którą kiedykolwiek tak mocno kochała, że jest w stanie dla niej poświęcić wszystko. Nawet siebie, swoją tożsamość.
- Nie wiesz, jak się wtedy czułam! Nie wiesz co czułam, kiedy widziałam jak zabawia się z Parkinson albo jakąś inną dziewczyną! Ty nic nie wiesz! – krzyknęła z wyrzutem. – Więc jakim prawem chcesz mnie i to co robię oceniać?! I módl się, abyś ty nigdy nie była wystawiona na taką próbę!
- Nie zamierzam ani ciebie, ani to co robisz oceniać – odpowiedziała spokojnie – bo jak już sama zdążyłaś zauważyć, nie znam cię na tyle dobrze, aby mieć do tego prawo. I właśnie chcę cię poznać, chcę się dowiedzieć co wtedy czułaś...
- Nie wiem o czym wy tu tak rozprawicie, ale ciebie – tu spojrzała na Hermionę – to słyszałam w Pokoju Wspólnym.
Spojrzały z zaskoczeniem na Lavender, która weszła w tym momencie do dormitorium, nieświadoma tematu i powodu dyskusji przyjaciółek.
- Nie chcę się narzucać – zaczęła niepewnie - ale może wyjawicie mi o czym tak rozmawiacie.
Parvati rzuciła wymowne spojrzenie Hermionie, dając jej do zrozumienia, że to do niej należy wybór.
Podjęła jedyną słuszną decyzję, jaką mogła podjąć w tej chwili. Nie było łatwo. Bała się. Strasznie, że ją znienawidzą. Ale nawet, jakby się tak stało, to nie byłoby się czemu dziwić, przecież zdradziła to w co wierzyły nie tylko one, ale w co wierzyła także i ona. Co wpajała sobie od zawsze, a dokładnie odkąd dowiedziała się, że jest czarownicą.
Jak to możliwe, że jedna chwila potrafi ciągnąć się godzinami, a czasem zdawałoby się latami. Tak jakby czas stanął w miejscu i za nic w świecie nie chciał ruszyć.
Tak było właśnie w tym momencie, kiedy nadeszła chwila prawdy. Powoli, z ociąganiem Hermiona podwinęła swój prawy rękaw spod, którego wyłonił się mroczny tatuaż.
- Her... Herm... Hermiono... ty chyba nie... – pisnęła przerażona, opadając na fotel, który, na jej szczęście, stał za nią.
- Właśnie o tym rozmawiamy – Granger starała się opanować drżący głos.
Nic już nie będzie tak jak dawniej – to wiedziała na pewno. Nie chciała nawet myśleć, jak zareagują Harry i Ron, zbyt bolesne to było wyobrażenie.
Cisza, pieprzona cisza, której żadna z dziewczyn nie miała odwagi przerwać. Jedynym jej przerywnikiem były przyśpieszone oddechy gryfonek.
Czasem słowa są zbyt bolesne, aby mogły wyjść z czyichkolwiek ust.
Nie umiała tego dłużej znieść, ich ukradkowych spojrzeń, czy przypadkiem zaraz nie sięgnie po różdżkę i nie zabije. Może one nie zdawały sobie z tego sprawy, ale ona to widziała, bardzo dobrze widziała...
- Przykro mi... że was zawiodłam – powiedziała cicho. – Ale jeszcze bardziej mi przykro, że mi nie ufacie – dodała. – Wiem, trudno jest zaufać osobie z Mrocznym Znakiem wytatuowanym na ramieniu – zaśmiała się gorzko.
Już miała wychodzić, kiedy zatrzymała się na chwilę i rzuciła krótko przez ramię:
- Nie bójcie się, nie zabiję was teraz... ani nigdy – wyszła.
Zrobiło im się strasznie głupio, że chociaż przez chwilę mogły tak pomyśleć. Bo przecież, gdyby miała taki zamiar, mogłaby to zrobić już o wiele wcześniej, bez ostrzeżenia i czekania, aż ktoś odkryje jej tajemnicę. Ale to było też silniejsze od nich, nie mogły się powstrzymać przed wrażeniem, że w końcu nadejdzie dzień, kiedy przestanie „udawać” ich przyjaciółkę.

***

- Drodzy uczniowie! I oto nadszedł koniec tego roku szkolnego! Nie wszyscy tu powrócą po wakacjach – Dumbledor uśmiechnął się. – Wielu z was się zmieniło, dorosło i podjęło decyzje, których inni nie umieją zrozumieć – tu jego spojrzenie na chwilę zatrzymało się na Hermionie. – No i jak pewnie zdążyliście zauważyć – ciągnął – po raz pierwszy od kilku lat nauczyciel obrony przed czarną wytrzymał cały rok – w całej sali rozległ się głośny śmiech. – W tym roku, zresztą tak jak w poprzednim, Puchar Domów otrzymuje Gryffindor. – przez całą salę przetoczyła się burza oklasków. – A teraz, bez zbędnego przeciągania mojej mowy, chcę powiedzieć tylko jedno: wcinajcie!
Jak zwykle na stołach pojawiły się półmiski po brzegi wypełnione ziemniakami, sałatkami, kurczakami, puddingami i jeszcze mnóstwem innych smakołyków.
- Nie sądzicie, że przemowa była trochę dziwna? – zagadał Harry.
- A czemu? – Hermionie lekko zadrżał głos, ale na szczęście nikt nie zwrócił na to uwagi.
- Nigdy nie mówił o dorastaniu, zmienianiu się, a już na pewno nie o podejmowaniu jakichkolwiek decyzji – odpowiedział.
- No, ale nie sądzicie, że ten rok był trochę zwariowany? – do rozmowy przyłączył się Ron.
- Możliwe – odparła niepewnie Hermiona.
- Hermi, zachowujesz się jakoś dziwnie – zauważył Harry.
- Bo to wszystko jest dziwne – mruknęła.
- Jakie wszystko?
- Teraz nie mogę ci powiedzieć, nie umie – po policzku przebiegł jedna łza, nie zauważona przez nikogo.
- Ale...
- Nic już nie mów – przerwała mu, przykładając palec do jego ust. – Kiedyś się dowiesz. Ale nie teraz. Za wcześnie. To zbyt bardzo boli.
Wiedziała, jak rani tego chłopca, co prawda nienaumyślnie, ale... robiła to za każdym razem, zadając kolejne ciosy.
Wybiegła na błonia, które były oświetlone lekką poświatą księżyca, nadając wszystkiemu wygląd niemal mistyczny wygląd. Zatrzymała się dopiero nad jeziorem. Nie czuła zimna, ponieważ noc była jeszcze młoda i ciepła. Tylko delikatny wiatr zakłócał idealną ciszę.
- Koniec roku... tyle wzlotów, tyle upadków – mruczała do siebie. – Czemu to musiałam być ja?! – krzyknęła, a jej głos szybko rozpłynął się w powietrzu.
Upadła na kolana, unosząc ręce w geście, jakby się modliła do nawet sobie nie znanego boga.
- Nigdy nie zadawaj zbyt trudnych pytań – cichy szept. Za którego sylabę, głoskę oddałaby wszystko.
Złapał za nadgarstki dziewczyny, wzniesione gdzieś ku górze, sprowadzając je na dół, schodząc w dół, w końcu klękając za nią i obejmując ją swoimi ramionami.
Był tak blisko, czuła jego zapach, chłonęła go całym swoim ciałem, aby nigdy go nie zapomnieć.
- Powiedz mi, jak to się zaczęło? – zapytał.
- A czy to coś zmieni? Czy będzie tak jak dawniej?
- Nic, nigdy nie będzie tak jak dawniej...
- To po co to robisz?! Po co po raz kolejny dajesz mi nadzieję?! – chciała wstać, wyrwać się, ale zbyt mocno ją trzymał.
- Ale nie powiedziałem, że nic już nie będzie – wysyczał, lekko przygryzając jej ucho.
- Co mają znaczyć te słowa? – nadzieja, po raz kolejny w jej serce wstąpiło to złudne uczucie.
- Tylko tyle, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje – zamruczał.
Delikatnie ją pocałował, namiętny taniec dwóch języków, taki jak nigdy wcześniej.
- A teraz przykro mi, ale muszę iść spakować się do końca – wstał puszczając ją i... odszedł, tak po prostu. Po raz kolejny pozostawiając ją z mętlikiem w głowie.
Noc robiła się coraz chłodniejsza, więc po krótkiej chwili i ona wstała i ruszyła w stronę zamku.

- Czemu tak nagle wyszłaś z Wielkiej Sali? – zapytał Harry, gdy tylko przekroczyła próg Pokoju Wspólnego.
- Nawet nie skosztowałaś puddingu dyniowego, był wyśmienity! – uśmiechnął się Ron.
Jakim brakiem taktu wykazywał się na każdym kroku jej rudowłosy przyjaciel, nigdy nie umiał wyczuć, kiedy można coś powiedzieć, a kiedy nie. Ostatecznie Harry posłał mu mordercze spojrzenie.
- No co? – dalej nie zrozumiał o co chodzi.
- Co się stało? – Harry próbował pochwycić spojrzenie przyjaciółki, którego ona konsekwentnie unikała.
- Nic, po prostu źle się poczułam i chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza – odpowiedziała starając się, aby jej głos zabrzmiał pewnie i zdecydowanie.
- To czemu mówiłaś, że nie możesz i nie umiesz mi czegoś powiedzieć? – zielonooki nie dawał za wygraną.
- Bredziłam – mruknęła, ale zabrakło pewności w jej głosie, aby ktokolwiek mógł w to uwierzyć.
- Nie prawda! Widzę to po tobie! – stwierdził.
- Nie muszę, nie mam obowiązku ci nic tłumaczyć ani wyjaśniać. To jest moje życie, więc proszę cię, nie mieszaj się do niego – odpowiedziała.
- Co się z tobą dzieje?
- Nic co by cię mogło interesować – prychnęła.
- Wszystko co jest związane z tobą mnie interesuje – próbował dotknąć jej ramienia, ale ona odtrąciła jego rękę.
- Ja już nie jestem tą samą osobą, którą byłam kiedyś... z tą która się zaprzyjaźniliście – westchnęła. – Gdybyś wiedział... znienawidziłbyś mnie.
- Skąd wiesz?!
- Uwierz mi lepiej na słowo.
- Żebym nie zapomniał! – nagle wykrzyknął Ron. – Mama kazała mi tobie przekazać, że jak zwykle chętnie cię zaprasza do nas do domu – uśmiechnął się.
- Przykro mi, ale... raczej nic z tego – powiedziała cicho.
- Dlaczego?
- To jest zbyt skomplikowane... dowiecie się później. Jestem już śpiąca, dobranoc – pocałowała każdego odruchowo w policzek.

***

W przedziale panowała niczym niezmącona cisza. Żadne nie chciało się odzywać, zbyt wiele bolesnych słów mogłoby ujrzeć światło dzienne.
Drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem, stanął w nich nie kto inny, jak Malfoy w obstawie swoich dwóch goryli.
- O... kogo ja widzę – uśmiechnął się kpiąco. – Granger, po co zadajesz się z... osobami ich pokroju?
Powiedziawszy to zrobił coś, czego trójka przyjaciół nigdy by się nie spodziewała, a mianowicie usiadł obok Hermiony, tak jakby było to całkowicie normalne.
- Wyjdź stąd! – warknął Harry. Wszystko się w nim gotowało na jego widok, nienawidził go jeszcze bardziej niż rok temu, za to, że odebrał mu Hermionę.
- Mam tu takie samo prawo siedzieć jak ty – odpowiedział spokojnie.
- Ale nikt cię tutaj nie chce!
- Nie byłbym tak pewien – odpowiedział pewnym głosem i rzucił krótkie spojrzenie Hermionie. – A właśnie, ja tu do ciebie przyszedłem...
- Po co?
- Mamy to załatwić przy nich, czy może byś wolała na osobności – uśmiechnął się złośliwie.
- Raczej na osobności – szepnęła.
Pocałował ją. Bez ostrzeżenia. Krótko. Jednak wystarczająco długo, aby zatraciła się w tej i chwili i zapomniała, że na to patrzą jej przyjaciele. Do tego wystarczyła jedna sekunda. Nie opierała się. Nie mogła. Nie chciała. Nie umiała.
Złapał ją za rękę i wstając pociągnął ją za sobą, wyszli.
- Po co to zrobiłeś? – spytała, kiedy oddalili się od przedziału.
- Dla zabawy, przyjemności – zaśmiał się. – Jakie mieli miny, jak to zobaczyli – parsknął śmiechem. – A swoją drogą, myślałem, że będziesz stawiał jakikolwiek opór...
- To i tak nie miałoby sensu – mruknęła. – Zawsze bierzesz to co chcesz – prychnęła.
- Gdyby tak było, już nie miałabyś na sobie połowę tego co masz.
Zatkało ją, najzwyczajniej ją zatkało po tym co usłyszała. No bo co miała niby powiedzieć. Że się z tego powodu cieszy, czy że jest zboczeńcem, który myśli tylko o jednym.
- No i po co ty zakładałaś spódniczkę – jego ręce mimowolnie powędrowały do jej ud.
Lekko zadrżała pod wpływem jego delikatnego dotyku. Nie panowała już nad sobą, nad tym co robi. Liczyła się tylko chwila. Ta chwila – ulotna, nie dająca się zatrzymać jakąkolwiek siłą.
Zarzuciła mu ręce na szyję, zagłębiając się w pocałunku, tak bardzo upragnionym od dawna.
- Ekhm...
Kilka metrów od bardzo zajętej sobą pary stała profesor McGonagall, która w tym roku wyjątkowo zabrała się z uczniami expresem do Londynu, ponieważ miała coś pilnego do załatwienia.
- Pani profesor... – wyjąkała Hermiona na jej widok.
- Tego się po tobie nie spodziewałam – zwróciła się do dziewczyny. – Macie szczęście, że już jest koniec roku i nie mogę wam odjąć punktów.
Twarz Hermiony przybrała odcień dorodnej piwonii, za to Draco stał niewzruszony, tak jakby nic się nie wydarzyło.
- Ty się czymś takim przejmujesz?! – wybuchnął śmiechem, kiedy profesorka znalazła się na tyle daleko, aby ich nie usłyszeć.
- Widzisz, ja nie umiem tak jak ty, nie zwracać najmniejszej uwagi na to, co mówią inni – szepnęła.
- Umiesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz – powiedział to tonem, jakby mówił do małego dziecka.
- Skąd ty to możesz wiedzieć?
- Znam cię lepiej niż ty sama.
Złapał ją z podbródek i przysunął do siebie. „Uwierz mi na słowo” – powiedział.
- Zbliżamy się na miejsce.
Każde ruszyło w swoją stronę, nagle Malfoy zatrzymał się i odwrócił.
- Granger! Znajdę cię! – krzyknął przez cały korytarz.

- Co ci zrobił?! – krzyknął Harry, kiedy weszła do przedziału z rumieńcem na twarzy.
- Nic mi nie zrobił – odpowiedziała, a jej usta ułożyły się w lekkim uśmiechu... zadowolenia?
- Coś ty taka zadowolona? – do przedziału wpadła Ginny uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Ja? Chyba ty? – zaśmiała się Hermiona.
- Wolałabym nie przy nich – kiwnęła głową w stronę chłopców. – A szczególnie nie przy moim nadopiekuńczym bracie – zaśmiała się wesoło.
- No to powiedz... kto cię poprosił o chodzenie? – zapytała Granger, kiedy oddaliły się od wścibskich uszu Rona.
- Matt Filou – zaszczebiotała. – Ten przystojniak z Rawenclawu.
- No to gratulacje – uśmiechnęła się szczerze, ale jej myśli były cały czas przy „przystojniaku ze Slytherinu”.
Jeszcze raz spojrzała na rozpromienioną twarz rudzielca. Beztroska i zadowolona z życia, nieświadoma tego co się dzieje z życiem tej orzechowookiej dziewczyny, jak wszystko się psuje, jak się wali, jak domek ułożony z kart przy podmuchu wiatru.

Pociąg powoli zaczynał zwalniać, aż w końcu się zatrzymał. Całe rzesze uczniów wybiegło z radosnymi minami na peron, witając się ze swoimi rodzicami, którzy już na nich czekali.
I na Hermionę czekali, trochę dalej niż inni, aby nie zwracać na siebie uwagi. Pomachali nieznacznie do dziewczyny, która powoli ruszyła w ich kierunku.
- Tęskniliśmy za tobą – Jane przytuliła swoją „jedyną” córkę. – Czemu tak rzadko do nas pisałaś?
- Nie było o czym – odpowiedziała sucho.
- Czy w te wakacje także jedziesz do państwa Weasley’ów? – zapytał ojciec.
- Nie – rzuciła krótko, nie siląc się na dłuższą odpowiedź.
- Czemu? To przecież tacy mili ludzie.
- Czy to ważne? – prychnęła.
- Czemu jesteś taka... niegrzeczna?
- Bo niedobrze mi się robi, jak pomyśle, jak mnie okłamywaliście przez tyle lat! – warknęła.
- Już wiesz?
- Tak. I nie dowiedziałam się tego od ciebie, tylko od... obcego człowieka!
- Dumbledor wcale nie jest przecież obcą osobą.
- Jest, nawet nie wiesz jak bardzo.
- Córeczko...
- Nie nazywaj mnie tak! – warknęła. – Nigdy nie zrozumiecie tego co zaszło przez ten rok w moim życiu, jak sobie je popaprałam na własne życzenie!
- A...
- Nie przerywaj mi! Czy ty wiesz co wtedy czułam?! Co czułam kiedy zaszłam w ciążę, a potem poroniłam, bo ktoś mnie pobił?! – zapytała z rozpaczą.
- J-jak to... i my nic o tym nie wiemy?
- Żebyście mi zrobili to samo, to samo co Victorii. Miałam wam to powiedzieć, abyście jeszcze bardziej wszystko spieprzyli moje życie?!
Nic nie odpowiedzieli. A co mieli powiedzieć? Gdyby powiedzieli jej całą prawdę, to jeszcze bardziej by ich znienawidziła. Wiedzieli to.
- Jakie to jest uczucie? Zniszczyć córce życie, a potem udawać, że ona nie istnieje? Że zginęła! Czy mnie też pogrzebalibyście za życia?! – w końcu to z siebie wyrzuciła, niech wiedzą, jak przez nich cierpi. Niech sami poczują ten ból.
- Czemu? Czemu tak mówisz? – załkała jej matka. – Przecież ja nigdy bym ci tego nie zrobiła... nie umiałabym.
- Jednak mojej siostrze umiałaś to zrobić?! Myślisz, że ja tego w ogóle nie odczułam?! Że nie odczułam jej odejścia?! Naprawdę tak sądzisz?! – krzyczała, nie zważając uwagi na to, że wszyscy się na nią patrzą. – Jeśli tak, to się naprawdę bardzo mylisz – dodała.
Odwróciła się na pięcie i zaczęła biec przed siebie. Prosto. Nie patrząc na innych. Oni się teraz nie liczyli, liczyła się tylko ona. Ona i jej ból.

komentarze [37]





2005
luty (3)
marzec (13)
kwiecień (5)
maj (3)
czerwiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2006
styczeń (1)
marzec (1)
kwiecień (1)

2007
styczeń (1)

2009
marzec (1)
kwiecień (1)







Było tu was
||

Księga gości
zobacz|dodaj

Avatar


Moje wiersze

Linki


Sonda



My music...

Farba - A jeśli to nie prawda



Lay by me