Tytuł : Rozdział I: Nowa tożsamość part 2
Data : wtorek, 21 kwietnia 2009
Godziena : 14:29:42
Od autorki: Jeśli chcecie być powiadamiani o notkach, to proszę was... podawajcie mi swoje gg, albo sami do mnie napiszcie, mój numer macie w menu, ale podam jeszcze tutaj: 647599. To mi bardzo ułatwi powiadamianie was o newsach ;] A tych co skomentowali ostatnią notkę, będę powiadamiać sporadycznie, kiedy będę miała na prawdę duuuużo czasu... ale to wasz wybór ;>
Komentarze : Dodaj komentarz
Oto nadszedł dzień, kiedy w końcu skończyłam drugą część opowiadania. Trochę to trwało, bo jakoś się nie umiałam za to zabrać. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;)
Notkę tę dedykuję Żabci, która nie raz zasadziła mi kopniaka, żebym w końcu się zebrała i pisała dalej ;*
~~ Aktualizacja 23.04.2009r ~~
Mała zmiana koloru czcionki :) mam nadzieję, że na lepsze, teraz się powinno o wiele łatwiej czytać ;)
====================================
Rozdział I: Nowa tożsamość
Przyglądała się z ślizgonowi z obrzydzeniem myśląc o tym, że w przyszłości miałaby zostać jego żoną, w dodatku nie tak dalekiej przyszłości! Został im raptem jeden rok, a póki co w jej głowie nie pojawił się żaden pomysł, jakby tu się od tego można by było wykręcić. Zastanawiała się, czy rzeczywiście jej ‘ojciec’ byłby w stanie ją do tego zmusić, do poślubienia człowieka, do którego nie czuła nic prócz nienawiści.
Speszona odwróciła głowę, gdy zauważyła, że Malfoy również się jej przygląda, w tym momencie na jego twarzy pojawił się kpiarski uśmieszek. Ku jej rozpaczy, w jego spojrzeniu nie pozostało już nic z tego obrzydzenia, którego do tej pory nigdy jej nie skąpił. Jednak nie było się czemu tak na prawdę dziwić, skoro było to spowodowane głównie jej pochodzeniem i tym, że przyjaźniła się z Harrym Potterem.
- Może to uczcimy? – zaproponował przechadzając się po pomieszczeniu.
- Tobie to nie przeszkadza? – zapytała z niedowierzaniem.
- Co?
- Och, nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi! – żachnęła się.
Chłopak uśmiechną się z nieukrywaną satysfakcją, gdy zauważył na jej twarzy zdenerwowanie, może nawet coś więcej. Strach? Obawę? Spojrzał w jej orzechowe oczy, jednak z nich nie potrafił nic wyczytać. Zaczął się jej dokładniej przyglądać, od góry do dołu i z powrotem, niemalże rozbierając ją wzrokiem. Lubił wzbudzać w ludziach silne uczucia, jakkolwiek by one nie były, wiedział też bardzo dobrze, że wychodzi mu to znakomicie, tak jak na przykład teraz.
Rzecz jasna nie zamierzał jej nic zrobić, w szczególności skrzywdzić. Tu nie chodziło już tylko o to czyją była córką, ale także to, że nie leżało to w jego naturze. Aczkolwiek zastanawiał się w tym momencie nad jedną jej reakcją, którą zamierzał sprawdzić...
- Wiesz... - zaczął chodzić dookoła niej - mi to jest całkowicie na rękę - wymruczał jej do ucha. Poczuła się strasznie dziwnie, czując że jest tak blisko.
- Że co?!
- Przecież jest wiele powodów – na jego ustach znowu wykwitł kpiarski uśmiech.
- Wymień chociaż jeden!
- Hmm... - podszedł do niej bliżej, a ona o taką samą odległość się odsunęła - proste! Jesteś córką najpotężniejszego czarnoksiężnika - znowu podszedł do niej kilka kroków, a ona chcąc się cofnąć poczuła, że jest już pod samą ścianą. – Dzięki temu też nie będę się musiał żenić z Pansy Parkinson. Ani to ładne, ani szczególnie mądre, więc konieczność spędzenia z nią większej części życia, nie napawała mnie szczególnym optymizmem.
- A co to ma do mnie? – fuknęła szukając przy okazji sposobu na wydostanie się z tej sytuacji.
- No wiesz... mądra to ty na pewno jesteś, a pewnie jakbyś czasem coś ze sobą zrobiła to i ładna byś była – uśmiechną się drwiąco.
Spojrzała na niego z oburzeniem. Jak on śmiał wypowiadać się na jej temat i to w dodatku w taki sposób!
- Ale widzisz... ona jest na każde twoje skinienie palcem, a możesz mieć pewność, że nawet jak będę zmuszona cię poślubić, to ja taka nie będę.
Drogę jej planowanej ucieczki zasłonił ręką, opierając się o ścianę za Hermioną, nachylił się przy tym jeszcze bardziej w jej stronę.
- To mi nie akurat nie przeszkadza – mówił powoli i bardzo spokojnie, nie ujawniając żadnych emocji – wręcz przeciwnie! – wsłuchiwał się jak jej oddech stopniowo coraz bardziej przyśpiesza. – Nawet nie wiesz jakie to potrafi być męczące, jak trzeba się namęczyć, żeby się jej pozbyć z pola widzenia – dodał znudzonym głosem.
Zapanowała cisza, pośród której było słychać jedynie jej przyśpieszone bicie serca, które za nic nie chciało jej słuchać i się uspokoić, a już kompletnie zaczęło wariować, gdy przysunął się jeszcze bardziej. Momentami brakowało jej tchu, oddychała niespokojnie – szybko i płytko, w przeciwieństwie do jego spokojnego i głębokiego oddechu.
Nagle poczuła jego usta na swoich. On ją całował! Znowu! Nie chciała tego! Chciała tylko i wyłącznie Harry’ego! Poza tym, to jest przecież Malfoy. To, że miała zostać jego żoną, nie zmieniało faktu, że ciągle go nienawidzi! Mimo tego, iż dobrze wiedziała, że nie ma z nim żadnych szans, zaczęła się szarpać, może liczyła na to, że da sobie spokój, zostawi ją i pójdzie.
Jednak on na jej szarpaniny nie zwracał uwagi, jedyną jego reakcją było to, że przywarł do niej jeszcze bardziej napierając na ścianę. W końcu dała za wygraną. Nie przewidziała jednak tego, że jej ciało zacznie ‘żyć własnym życiem’. Na wpół świadomie zaczęła oddawać jego pocałunki, pomału zachowując się niemal tak gwałtownie jak on.
Wszystko inne, na ten jeden krótki moment przestało istnieć. Ocknęła się z tego dziwnego transu, gdy zorientowała się, że nie ma już na sobie bluzki, a jej ręce nieświadomie rozpięły do końca jego koszulę, prawie już ją z niego ściągając.
- „Co się ze mną dzieje?!” – krzyczała sama do siebie w myślach. – „Co ja wyprawiam?”
Korzystając z jego nieuwagi, wydostała się z jego uścisku i odskoczyła gdzieś na bok, znalazłszy się od niego wystarczająco daleko.
- Wyjdź stąd!
- A co zrobisz jak nie wyjdę? – zapytał wpatrując się w nią bardzo intensywnie, nie ruszając się jednak nawet o krok z miejsca.
- Radziłabym ci się nad tym zastanowić za drzwiami tego pokoju. Sadzę, że jednak mimo wszystko nie chcesz ściągnąć na siebie czyjegoś gniewu.
Zrozumiał co miała na myśli, jednak tak naprawdę nie miał zamiaru już nic robić, bo tak po prawdzie tylko o to mu chodziło. Po prostu był ciekawy jej reakcji i szczerze powiedziawszy wcale go nie zaskoczyła.
- Także proszę cię jeszcze raz, bardzo grzecznie o wyjście z mojego pokoju – tym razem, ku jej zadowoleniu, udało się jej zachować spokój, pomimo swojego niekompletnego stroju, bo ciągle z górnej garderoby posiadała na sobie tylko stanik. Otworzyła mu drzwi.
- Do zobaczenia kotku, będzie na to jeszcze bardzo dużo czasu – przechodząc koło niej, przejechał opuszkiem palca po jej policzku, po czym zniknął za zamykającymi się za nim drzwiami.
Spojrzała na zegarek i jęknęła, gdy zauważyła, że już dawno minęła pora obiadowa, a do kolacji jeszcze dużo czasu. Nie miała co robić, bo skoro nie było żadnych lekcji to nikt nie miał jak zadać im jakiegoś zadania domowego, a to co było zadane na wakacje już dawno zrobiła. Czyli po prawdzie nie miała czym się zająć, aby odciągnąć się od tych wszystkich myśli. Zastanawiała się czy Ginny także się od niej odwróciła, ale skoro nawet Harry... To na co innego mogła liczyć?
***
Pomyślała, że w końcu nadszedł koniec tego okropnego dnia. Weszła do sypialni, teraz miała tylko nadzieję, aby sen przyszedł szybko, a jutrzejszy dzień miną jeszcze szybciej.
Dopiero po chwili zauważyła leżący, zapewne od rana, egzemplarz Proroka Codziennego. Właściwie niczego innego nie mogła się spodziewać, jak swojego zdjęcia z Tiarą na głowie, a do tego donośny nagłówek na pierwszej stronie:
HERMIONA GRANGER CÓRKĄ SAMI-WIECIE-KOGO!!!
Wczoraj wieczorem na corocznym uroczystym przydziale nowych uczniów do ich domów (przyp. Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuf i Slytherin) wydarzyło się coś, co do tej pory nigdy nie miało miejsca w długowiecznej historii Hogwartu, a mianowicie Hermiona Granger po raz drugi, z niewiadomych nam przyczyn, przystąpiła do ceremoniału nadania domu.
Tiara Przydziału przy wszystkich zebranych orzekła iż owa uczennica jest córką Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Wszystkich ogarnął strach, gdy rozeszły się te informacje, rodzice żyją w trwodze, czy ich dzieci są bezpieczne? „Czy powinna ciągle uczęszczać do tej szkoły?” – zapytaliśmy Lucjusza Malfoya. „Ależ oczywiście, każdy powinien mieć dostęp do godziwej edukacji, a izolując ją od reszty społeczeństwa możemy jedynie popchnąć ją do jakiś czynów” – odpowiedział. „A nie powinno się jej zamknąć w Azkabanie?” – kolejne pytanie. „Tylko dlatego, że jest jego córką? Bo przecież nic nie zrobiła, tak jak wszystkie nasze dzieci jest normalną uczennicą, a z tego co wiem, to wręcz wybitną. Byłoby wielką szkodą blokować możliwość rozwoju takiej osobie, tylko ze względu na pochodzenie”. Niestety więcej pytań nie daliśmy rady zadać, ponieważ Pan Malfoy śpieszył się na spotkanie. Mamy nadzieję, że...
Dalej nie była już w stanie czytać. Już i tak cała kipiała ze złości. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego dla wszystkich było jasne, że miałaby w przyszłości połączyć się ze swoim ojcem w szerzeniu zła. Przecież to było niedorzeczne! Przecież charakter i przekonania człowieka nie zmieniają się od tak, tylko i wyłącznie z powodu poznaniu prawdy o swoim pochodzeniu, a raczej o tym kto jest jednym ze sprawców jej pojawienia się na tym świecie.
Cisnęła gazetą gdzieś w kąt pokoju. Zdawała sobie sprawę, że z gazetą mogła zrobić wszystko - rozszarpać, spalić, cokolwiek - to jednak wobec całej tej sytuacji była totalnie bezradna. Przecież nie jest w stanie przemówić do kilkudziesięciu milionów społeczeństwa czarodziei! Pozostało jej czekać. Czekać aż wszystko przycichnie, większość zapomni i zajmie się dniem codziennym.
***
Naszykowała sobie wszystkie rzeczy przydatne do kąpieli w łazience prefektów, pomimo że mogła skorzystać z tej w jej pokoju, to jednak wolała skorzystać z tamtej. Zawsze mogła się tam odprężyć, szczególnie lubiła zapach jednego płynu. Delikatnie truskawkowy z czymś jeszcze, ale nigdy nie mogła rozszyfrować co to jest to „drugie”. Tak więc poszła, z nadzieją, że może tym razem wyczuje.
- Ty... Ty... gnido! – ledwo wyszła z wieży Slytherinu wyskoczyła przed nią Parkinson cała trzęsąc się ze złości. – Masz to odkręcić! Przez ciebie ja i Dracuś się nie pobierzemy! A on tak na to liczył, tak na to czekał!
Hermionę w pierwszym momencie zatkało. Co jest do cholery? – pomyślała patrząc na Pansy z wypisaną rządzą mordu na twarzy. Dopiero po kilku pierwszych sekundach, kiedy w głowie panował szok, przyszło rozbawienie i chęć takiej drobnej zemsty, może nie koniecznie Pansy była temu winna, ale przynajmniej na niej mogła się wyżyć. Poza tym, przecież nie powie nic co by się mijało z prawdą...
- A kto ci takich bajeczek naopowiadał, że niby nie mógł się doczekać? – jej nagły atak śmiechu zaskoczył nawet ją samą.
- Jak to kto?! On sam! Nawet jeszcze...
- Słuchaj „maleńka” – przerwała jej w pół zdania – w twojej głowie powstała jakaś udoskonalona wersja Malfoy’a. Bo tak po prawdzie on wcale nie chciał się z tobą żenić, jesteś tylko i wyłącznie tłukącym się za nim ciężarem, wręcz cieszył się, że ma w końcu wymówkę. Mogę powiedzieć więcej, wręcz przerażało go spędzenie z kimś takim jak ty resztę swojego życia „ani to ładne, ani szczególnie mądre” – dała jej do zrozumienia, że go cytuje.
- To nie prawda! – prychnęła. – Jeszcze dziś o tym z nim rozmawiałam!
- No wiesz... może puki co mu z tym dobrze, przynajmniej jak mu się chce, to daleko panienki szukać nie musi – uśmiechnęła się złośliwie. – Wiesz, taka seksualna zabaweczka.
W oczach ślizgonki zaszkliły się łzy. Nie mogła, a wręcz nie chciała w to uwierzyć. Poza tym skąd ona mogła coś takiego wiedzieć! Obie usłyszały czyjeś kroki, czyjś chichot, męski chichot. Obie odwróciły się w stronę osobnika, wiedziały kto idzie, a także i to, że słyszał całą „rozmowę”.
- Dracuś! Kochanie! – rzuciła się w jego ramiona. – Co ona wygaduje? Powiedz, że to nie prawda – patrzyła na niego błagalnym wzrokiem.
To mogła być jedna okazja na milion, aby się w końcu od niej uwolnić, a niestety do tej pory miał jakieś wewnętrzne pohamowanie, żeby jej samemu to powiedzieć, sam nawet nie wiedział czemu. A tu oto, Hermiona Riddle, umożliwiła mu to po najmniejszej linii oporu, wystarczy że potwierdzi to co przed chwilą powiedziała.
- Ale ona ma rację – ironiczny uśmieszek pojawił się na jego ustach, jak to zwykle miał w zwyczaju. – Widzisz, jakoś tak wyszło, że jesteś upierdliwym dzieckiem, którego się nie da znieść, a czasem ma się wręcz myśli mordercy lub samobójcy.
- Ty tak mówisz, bo to córka Czarnego Pana... musisz potwierdzać co ona mówi – odsunął ją w końcu od siebie, po jej policzkach spływały łzy, na końcu rozpryskując się lekko na posadzce.
- Nie, ja po prostu taki jestem, a to że ty cały czas sobie mnie idealizowałaś, to już nie mój problem...
Właściwie chciał jeszcze coś dodać, ale jej już nie było. Biegła cała zapłakana w głąb ciemnego korytarza, dopiero gdzieś w jego dalszej części było widać jarzącą się pochodnię, która po chwili tak jak pozostałe dopaliła się i... zgasła.
- Dziękuję ci bardzo, najwyraźniej dzięki tobie w końcu pozbyłem się jej na dobre – westchnął z wyczuwalnym samozadowoleniem. – Aczkolwiek fakt faktem, że pozbawiłaś mnie na dzisiaj rozrywki – spojrzał się na nią wymownie.
- Ha! Nawet o tym nie myśl – posłała mu mordercze spojrzenie. – Zresztą wystarczyło zaprzeczyć i powiedzieć, że nie mam racji.
- Ale wtedy bym się jej już na pewno nie pozbył do końca szkoły przynajmniej – wykrzywił usta niezadowolony z takiej perspektywy.
- W takim razie trzymaj się, ja się idę kąpać do łazienki prefektów, na razie – machnęła mu ręką i już jej nie było.
***
Quiditch, do tej pory, tak bardzo znienawidzony, zresztą jak każdy sport, w dodatku tak brutalny i niebezpieczny sport, bo ile to razy się zdarzyło, że ktoś spadł z miotły i na bardzo długi czas, często kilka tygodni, wylądował w szkolnym Skrzydle Szpitalnym, a już nie wspominając o przypadkach ze światowych rozgrywek...
I właśnie pomimo swojej niechęci do tego sportu szła przez błonia w kierunku boiska, gdzie właśnie mieli trening jej przyjaciele, czyżby już tylko „byli” przyjaciele. Niestety nie potrafiła sobie tego odmówić, żeby chociaż na nich popatrzeć. Popatrzeć na Harry’ego, który w tym roku został kapitanem drużyny. Usiadła gdzieś w dalekich zakątkach trybun, tak żeby z boiska nie było jej widać albo przynajmniej żeby nie było widać, że to ona.
Dopiero teraz, gdy Harry i Ron podlecieli na miotłach do trybun, zauważyła dwie dziewczyny siedzące z samego przodu, w przeciwieństwie do niej nie kryjące się ze swoją obecnością, wręcz odwrotnie – głośno do nich krzyczały i wymachiwały rękoma. Tą z lewej od razu poznała, była to Padma Patil, dziewczyna Rona, wręcz uwielbiała quiditch, tak więc przez wakacje, gdy spotykała się z Ronem, ten uczył ją grać na swoim podwórku.
A co do drugiej dziewczyny, miała pewne wątpliwości. Przypuszczała, że to ta nowa, która niedawno wraz z bratem przepisała się do Hogwartu. Oboje pochodzili z Hiszpanii. Była ładna, wręcz bardzo ładna. Śniada karnacja, ciemne wręcz czarne włosy z jasnymi pasmami pociągniętymi przez całą długość i oczy, ciemno-brązowe, ciemniejsze mogłyby być chyba tylko czarne. Próbowała przypomnieć sobie jej imię, jednak za nic jej to nie chciało wyjść...
- Harry! - zawołała ciemnooka i pomachała mu radośnie, a on uśmiechnął się do niej promiennie.
- Natalie! Jak się cieszę, że udało ci się przyjść – uśmiechnął się jeszcze szerzej, kiedy schodził z miotły, a w jego ślady poszedł również Ron.
Przez chwilę myślała, że to są jakieś jej omamy wzrokowe, że to nie dzieje się naprawdę. Harry po krótkiej wymianie zdań z ową pięknością zaczął się najpierw do niej tulić, a potem całować. Nie wiedziała co nią kierowało, ale nagle po chwili znalazła się koło zajętej sobą parki. Kiedy tylko na chwilę się od siebie odkleili, jej ręka nie przez nią kierowana, wymierzyła mu policzek. Czuła się tak jakby ktoś wyją ją z jej własnego ciała, nie potrafiła nad nim zapanować, nad swoimi reakcjami.
- A mówiłeś, że kochasz... że nigdy nie zapomnisz! - Ledwo powstrzymywała się, aby nie wybuchnąć płaczem. – Teraz widzę ile dla ciebie jest miłość warta – podniosła rękę, chciała jeszcze raz go uderzyć, lecz on złapał jej rękę w połowie ruchu.
- Może i kochałem, ale to było dawno temu – puścił jej rękę, która opadła bezwładnie wzdłuż jej tułowia. Odwróciła się na pięcie i zaczęła biec. Biec jak najszybciej, aby znaleźć się jak najdalej od nich.
- Kto to był? - zapytała Natalie.
- Moja była dziewczyna - odparł obojętnym tonem wciąż masując policzek. - Hermiona Riddle - dodał po chwili jednocześnie akcentując jej nazwisko i krzywiąc się przy nim.
- Oh! - wyrwało się dziewczynie i spojrzała z przerażeniem w miejsce, gdzie znikła przed chwilą ślizgonka. - Nie wiedziałam...
- Jak mogłaś wiedzieć, jak się tu przepisałaś dopiero w połowie września - uśmiechnął się do niej Harry i przytulił.
Hermiona biegła przez błonia, jednak z czasem zaczęła zwalniać, aż w końcu szła lekko przyśpieszonym tempem. Przyrzekła sobie, że już nigdy nie będzie płakać przez nikogo, jednak w tym momencie łzy spływały po jej policzkach obficie. Nie potrafiła inaczej, Harry był dla niej kimś... kimś więcej niż najlepszy przyjaciel, czy chłopak, dla niej był idealnym połączeniem tych dwóch osób. Czemu nie potrafiła o nim zapomnieć tak jak on o niej zapomniał? Tego nie wiedziała, nie potrafiła, a nawet pewna jej część nie chciała...
Zaczął wiać wiatr, niebo zaczęły przykrywać deszczowe chmury, zbierało się na ulewę. Stanęła nagle przy jeziorze, spojrzała w jego kierunku. Jedna krótka myśl. Nie panowała nad swoimi nogami, które zaczęły prowadzić ją w stronę wody, nawet nie próbowała. Po prostu szła. Postawiła pierwszą nogę, druga podążyła za pierwszą. Po chwili była już w połowie zanurzona, jednak się nie zatrzymywała.
Ponoć tuż przed śmiercią widzi się obrazy z całego życia, liczyła że chociaż to nie będzie aż tak bolesne, że po prostu to się stanie i tyle. Jeszcze tylko kilka kroków i już się cała zanurzy, a po niej samej zostanie tylko wspomnienie i martwe ciało. Jej mózg z powodu zimna coraz wolniej pracował, coraz mniej bodźców do niej docierało. Czuła tylko błogą pustkę i nic więcej. Powieki same zaczęły się zamykać. Nie było już nic...
Straciła przytomność.
Dodaj komentarz
20 komentarzy
|
Black Princess. ::
Data : środa, 31 sierpnia 2011
Godzina : 13:30:08
Host : 31.175.227.72
|
|
|
[SPAM] Wpadnij na zupelnie-jak-zaczarowani.blog.onet.pl
|
|
How To Keep a Man Interested. ::
Data : poniedziałek, 19 września 2011
Godzina : 12:30:01
Host : 222.197.174.102
|
|
|
You certainly have some agreeable opinions and views. Your blog provides a fresh look at the subject.
|
|
Milf Soup. ::
Data : poniedziałek, 26 września 2011
Godzina : 10:36:02
Host : 122.136.99.105
|
|
|
Very informative post. Thanks for taking the time to share your view with us.
|
|
Police Car Auctions. ::
Data : niedziela, 9 października 2011
Godzina : 21:24:57
Host : 221.179.86.39
|
|
|
I’ve been visiting your blog for a while now and I always find a gem in your new posts. Thanks for sharing.
|
|
How To Keep A Man Interested. ::
Data : czwartek, 13 października 2011
Godzina : 12:31:53
Host : 112.233.43.114
|
|
|
Very Interesting Information! Thank You For Thi Information!
|